Łeba nad morzem oraz inne miejscowości

wczasy, wakacje, urlop

Poczta Polska w Gdańsku

11 października 2011r.

Początek dziejów poczty polskiej w Gdańsku sięga roku 1654, w którym król Jan Kazimierz zniósł miejską służbę pocztową i przekształcił ją w regale królewskie, a stanowisko naczelnego pocztmistrza gdańskiego powierzył spolszczonemu genueńczykowi Franciszkowi de Gratta. Unicestwiło to podstępne plany elektora brandenburskiego, usiłującego wówczas otworzyć w Gdańsku własny urząd pocztowy dla połączenia Brandenburgii z Prusami Wschodnimi. Polska Poczta Królewska ulokowana została w okazałej kamienicy, dziś Długi Targ 39. Likwidacja tej placówki, szykanowanej zaciekle przez Prusaków (bo rozwiniętej szybko do roli przedsiębiorstwa obsługującego całe Prusy Królewskie i łączącego Polskę w dziedzinie pocztowej z wielu krajami europejskimi) nastąpiła 8 IV 1793 r., po zagarnięciu Gdańska przez Fryderyka Wilhelma II w drugim rozbiorze Polski. Nastąpiła wówczas przerwa w działaniu polskiej poczty, trwająca 132 lata. Zakończyła ją uchwała Rady Ministrów z 5 VI 1921 r. powołująca Dyrekcję Poczt i Telegrafów R.P. w Gdańsku. W tym okresie czynne już byty w Gdańsku dwie placówki pocztowe specjalistyczne, nie obsługujące interesantów. Uroczyste otwarcie urzędu pocztowego, spełniającego normalne czynności usługowe nastąpiło 5 I 1925 r. Opatrzono go na zewnątrz tablicą z napisem: Polski Urząd Pocztowo-Telegraficzny. Urząd mieścił się w dużym gmachu, położonym przy ówczesnym pl. Heweliusza, zbudowanym w latach 1838 - 44 na szpital garnizonowy. Dla potrzeb pocztowych przebudowano go wg projektu arch. Czesława Świątkowskiego i Władysława Urbanka. Pierwszym prezesem Dyrekcji Poczt i Telegrafów w Gdańsku był tarnowianin dr Kazimierz Przebóg-Lenartowicz, pierwszym naczelnikiem urzędu przy pl. Heweliusza;Konrad Boehm. Nad wejściem do urzędu umieszczone było godło Polski, a we wnękach portalu dwie skrzynki pocztowe. Gmach przy d. pl. Heweliusza, dziśObrońców Poczty Polskiej to właśnie sławna i droga każdemu Polakowi, odwiedzana corocznie przez dziesiątki tysięcy rodaków i wprowadzona na karty historii Poczta Polska w Gdańsku. Walka z tym urzędem (szykanowanie jego pracowników oraz napady na listonoszy i niszczenie skrzynek na listy) trwała przez cały czas jego istnienia, wychodząc nawet w formie skarg na forum międzynarodowe. Gdy zbliżał się wybuch wojny, opracowany został przed lipcem 1939 r. szczegółowy plan zbrojnego ataku, w którym przewidziano użycie 180 ludzi uzbrojonych w karabiny maszynowe, broń ręczną itp. W dniu 1 IX 1939 r. w budynku znajdowało się około 50 pracowników Dyrekcji PiT i miejscowego Urzędu Pocztowo-Tele-graficznego Gdańsk 1. Wśród nich było wówczas 4 oficerów i kilkunastu podoficerów rezerwy. W gmachu mieszkała nadto rodzina dozorcy z 11-letnią dziewczynką. Kierownictwo obrony sprawował Konrad Guderski z Piotrkowa, jego zastępcą był Alfons Flisykowski, syn ziemi kaszubskiej, z Goręczyna. Atak rozpoczął się przed godziną piątą szturmem na drzwi wejściowe i przez wywaloną ścianę od strony niemieckiego urzędu. Już w pierwszych chwilach walki zginął dowódca Guderski. Zastąpił go ranny Flisykowski. Odpierano atak po ataku, zadając wrogowi ciężkie straty. Napastnicy wprowadzili wówczas na plac boju samochody pancerne, dwa działa lekkie i haubicę 105 mm oraz ściągnęli oddział saperów, który wykonał podkop i wysadził bramę budynku. Było to po 12 godzinach walki. Na maszcie łopotała nadal polska flaga, a obrońcy niezmordowanie razili nacierających, schroniwszy się w końcowym stadium oblężenia do piwnicy budynku. Gdańska reduta pocztowa, której nie broniły wały, palisady, ale bohaterstwo pocztowców nie została sforsowana przez uzbrojonego po zęby wroga. Rozwścieczeni swoją bezsilnością (przy tak olbrzymiej przewadze) hitlerowcy sprowadzili motopompę i oblawszy budynek benzyną, podpalili go miotaczami płomienia. Wówczas dopiero obrońcy, pragnąc uniknąć śmierci w płomieniach, skapitulowali. Wychodzącego z gmachu i trzymającego białą flagę dyrektora Okręgu P i T zastrzelono, a pozostałych przy życiu popędzono na przesłuchanie, następnie zaś do katowni "Victoriaschule" i z kolei do lochów fortecznych na Biskupiej Górce. Zmasakrowanych i pokrwawionych postawiono przed sądem wojskowym i skazano na śmierć. Wyrok wykonano5X 1939 r. O godz. 6,15 obok wału strzelnicy na Zaspie. W zawiadomieniach do rodzin podano: za udział w partyzantce skazany na śmierć. Miejsca, na którym zostali pogrzebani, dotychczas nie odnaleziono. Bilans zbrodni, popełnionej na pracownikach Poczty Polskiej w Gdańsku przedstawia się następująco: Poległo w czasie walki 6 obrońców. Zmarło w szpitalu na skutek rafi 6 osób, w tym 11-letnia Erwinka Borzychowska, straszliwie poparzona i cierpiąca nieopisane katusze. Rozstrzelano 5 X 1939 r. na Zaspie 38 pocztowców. Rozstrzelano 22 III 1940 r. w Stutthofie 10 pracowników Poczty Polskiej w Gdańsku. Zamordowano w różnych obozach koncentracyjnych pocztowców gdańskich. Przez cały okres wojny przebywało w obozach koncentracyjnych 16 osób. Więziono od kilku miesięcy do kilku lat 13 osób. Więziono w różnych więzieniach hitlerowskich 6 osób. Poległ jako partyzant na Kielecczyźnie 1 pocztowiec. Gmach Poczty Polskiej przeznaczono po wojennej odbudowie na internat Technikum Łączności i urządzono w nim Izbę Pamięci. Przed budynkiem położono czarną kamienną płytę z napisem: Na cmentarzu ofiar hitleryzmu na Zaspie znajdują się mogiły poległych w walce i zmarłych z ran pocztowców, którzy w dniu 1 września 1939 r., osaczeni i straszliwie samotni wśród rozbestwionej dziczy hitlerowskiej, walczyli zażarcie, podobnie jak westerplatczycy, jak obrońcy Helu i Oksywia, o wolność Polski i jej prawa do ziemi pomorskiej. Walka pocztowców gdańskich zaczęła się wcześniej, bo od 1925 r. Wychodzący rano z listami doręczyciel nigdy nie był pewny, czy wróci do urzędu, czy nie zostanie w drodze zamordowany albo pobity i zelżony. Pisała o nich poetka: ... każdy znaczek pocztowy stawał się Polski bastionem. A każdy zwykły listonosz w tym Gdańsku obmytym łzami, niósł Polskę w czapce z orzełkiem, niósł Polskę w torbie z listami. Bo każdy człowiek prosty, nie rycerz tam czy generał gdy trzeba, pracuje dla Polski, gdy trzeba, dla Polski umiera. O tym, jak walczyli i umierali pocztowcy gdańscy, dowiaduje się turysta zwiedzający Gdańsk z treściwego zapisu, wyrytego na kamiennych tablicach, które umieszczono 1 IX 1957 r. po obydwu stronach wejścia do gmachu Poczty Polskiej. Znajdują się tam również nazwiska 50 jej obrońców. Plac przed budynkiem, dawniej Hevelius-Platz nazwany został po wojnie placem Obrońców Poczty Polskiej. W dniu 1 1X1979 r. otwarto w historycznym gmachu rząd pocztowy oraz placówkę muzealną. Przed budynkiem odsłonięto w tym samym dniu pomnik ku czci bohaterskich powstańców, dzieło krakowskich artystów - Wincentego i Krystyny Kuźmów. Na dziedzińcu Poczty Polskiej umieszczona została wielka płaskorzeźba przyścienna Marii i Zygfryda Korpalskich z Gdańska, odlana z brązu w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Jest to jakby monumentalne epitafium czczące poległych obrońców Poczty Polskiej.

ocena 3,8/5 (na podstawie 10 ocen)

Na wczasy nad morzem do Polski.
poczta, wycieczki, Gdańsk, II Wojna Światowa, historia