Łeba nad morzem oraz inne miejscowości

wczasy, wakacje, urlop

Zielenica -panna morska z Trzęsacza

25 wrzesień 2011r.

Dlaczego morze zabrało gotycką świątynię w Trzęsaczu? Dlaczego dziś tylko jedna ściana tego kościoła budzi podziw i grozę? Poszukajmy odpowiedzi w jednej z legend rybaków pomorskich. By/o to bardzo dawno - może czterysta, może pięćset lat temu. Między wzniesionym na wysokim brzegu kościołem a linią brzegu morza było kilka głazów, na których lubiła się wygrzewać panna morska, Zielenica. Rybacy widywali ją niejednokrotnie. Zwykle czesała swoje bujne włosy i śpiewała cudnym, melodyjnym głosem nieznane rybakom pieśni. Pewnego razu, w czasie niepogody, Zielenica dostała się razem z rybami w sieci. Rybacy przestraszyli się tak niezwykłego połowu. Zielenica miała ciało białe jak piana morska z odcieniem zielonkawym, przepiękne piersi i ramiona, złotoblond włosy lśniły wszystkimi odcieniami bursztynu, a dół tułowia był zakończony rybim ogonem z rozdwojonymi płetwami i połyskiwał wszystkimi kolorami tęczy. Kiedy Zielenica znalazła się w sieci, zaczęła prosić rybaków o uwolnienie. Śpiewała przy tym pięknie. Sprzeciwił się jednak temu proboszcz miejscowego kościoła. Chcąc przypodobać się biskupowi w Kamieniu, postanowił nawrócić pogańską boginkę na wiarę chrześcijańską. Zielenicę uwięziono w kadzi z morską wodą i zawieziono do kościoła. Proboszcz uczył ją tu modłów, przykazań i pieśni kościelnych. Rozgniewał się wtedy Bałtyk - ojciec Zielenicy - i zgarnął wszystkie ryby na głębię bornholmską, dokąd rybacy na swoich wiosłowych łodziach nie mogli dopłynąć. Przy brzegach nie ostał się ślad okonia, dorsza, nawet marnej flądry. Nawet małże gdzieś się zapodziały. Miasteczku, a zwłaszcza rodzinom rybackim zagroził głód. Ludzie poczęli szemrać. Ksiądz trwał w uporze. Świętą wodą skropił Zielenicę. I wtedy przejmujący śpiew pełen tęsknoty i żałości stmożył ludność. Zielenica zamknięta w murach kościoła zawodziła tak rozpaczliwie, że słuchającym truchlały serca. Rybacy chwycili topory. Porąbali drzwi wejściowe do kruchty, chcąc uwolnić Zielenicę z rąk księdza. Niestety, było już za późno. Kiedy ludzie wtargnęli do zakrystii, Zielenica już nie żyła — zmarła z tęsknoty za morzem i wolnością. Proboszcz nie pozwolił jednak rybakom zabrać jej ciała. Była przecież już ochrzczona, powinna być pochowana na cmentarzu koło kościoła. Kiedy spuszczono trumnę do mogiły, przyleciał wiatr znad morza i woda zakipiała aż do samych głębin. Ojciec Zielenicy — Bałtyk dopominał się o swoją córkę, która przecież nie do ziemi należała. Nie wzruszył serc swą prośbą. Ponowił więc atak. I tak przez czterysta, a może pięćset lat Bałtyk słał grzywacz po grzywaczu, atakując miejsce wiecznego spoczynku Zielenicy. Podciął fundamenty świątyni, zwalił północną ścianę, kruchtę, wieżę... Aż wreszcie dopiął swego. Grób córki przeniósł na dno morskie. Tak głosi stara legenda.

ocena 4,5/5 (na podstawie 10 ocen)

Tylko dobre pokoje nad morzem w nadmorskich kurortach.
Trzęsacz, rybacy, kościół, zabytki, legendy, Nad morzem